niedziela, 26 października 2014

Rozdział 09.

Byłam zaskoczona tym, że Harry tak łatwo wyszedł. Nie byłam pewna czy całkowicie mi zaufał czy po prostu nie było już większego zagrożenia. Byłam tylko małą, kruchą dziewczynką w porównaniu do niego czy chociażby Elijah. Jednak nie lubiłam ich porównywać -- byli bardzo podobni, jednak zupełnie różni.

Elijah był niebezpieczny, ale nie stwarzał zagrożenia dopóki nie musiał. Nie włóczył się po mieście i nie zaczepiał przypadkowych gangów. Zamiast tego, on dostarczał im narkotyki i broń, przygotowując ich do dalszego działania. Ale jeśli nie otrzymał w zamian za to pieniędzy lub ktoś nie przestrzegał zasad umowy, robiło się nieciekawie. Z drugiej strony, był moim bratem. I nigdy nie zachowywał się źle w stosunku do mnie.

Harry również był niebezpieczny, nie byłam tylko pewna jak bardzo. Wiedziałam, że mógłby mnie zabić, jeśli tylko by chciał. Pomimo tego, że powinnam być przerażona 1) potrafiłam się domyślić co jest w stanie mi zrobić, ale 2) nie byłam do końca pewna, po prostu się nie bałam. Uratował moje życie dwa razy i to było o jeden raz więcej niż ja jego. Oprócz tego, sprawiał, że czułam się bezpieczna. To nie było uczucie, do którego byłam przyzwyczajona.

Przeszłam po jego pokoju, patrząc na beżowe ściany. Nie było okien czy plakatów, tylko kilka rozrzuconych zdjęć. Na jednym był on z jakąś kobietą i kimś, kto wyglądał jak ona w swoich latach dwudziestych. Wszyscy byli do siebie podobni i domyśliłam się, że muszą być ze sobą spokrewnieni. Może to była jego matka i siostra lub ciocia i kuzynka. Tak czy inaczej, uśmiech na jego twarzy na pewno był szczery.

Inne zdjęcie pokazywało go w wieku może pięciu lub czterech lat. Miał krótko przycięte włosy i jasne oczy. Szczęśliwy uśmiech rozprzestrzeniał się na jego twarzy, dokładnie tak jak na poprzednim i można było zauważyć zarys dołeczków, które stały się głębsze wraz z wiekiem.

Nagły dźwięk głosu sprawił, że nie mogłam się ruszyć, a moja głowa od razu odwróciła się w kierunku drzwi do garderoby Harry'ego. Słuchałam uważnie, powoli się do nich zbliżając, gdy słyszałam bardzo znajomy głos.

Przez dźwięk tego głosu przeszły mnie ciarki. Był oschły i prawie zachrypnięty, było w nim też coś, czego nie słyszałam od bardzo długiego czasu.

Poczułam się jak jeleń, na którego przeniosło się światło reflektorów, gdy Harry wszedł przez drzwi. Jego oczy były ciemne i dzikie. Wydawał się wściekły.

- Jak mogłaś mi nie powiedzieć? - warknął, mrużąc na mnie oczy. - Jak mogłaś nic nie powiedzieć?

Zaczął się do mnie podchodzić, dopóki nie był na tyle blisko, że mogłam poczuć jego ciepły oddech. To właśnie wtedy po raz pierwszy się go bałam.

- Nawet nie waż się być na nią zły. Nic o tym nie wiedziała. - to był ten sam głos sprzed chwili, ale teraz byłam stu procentowo pewna do kogo należał. Harry napiął mięśnie, a nad jego ramieniem mogłam zauważyć jego. Ciemne włosy było krótko przycięte, ale wciąż układały się w lekki nieład wokół jego delikatnie opalonej twarzy. Udawał spokój, ale widziałam wyraźnie gniew w jego oczach.

- T-tata. - szepnęłam.

Moje oczy spotkały się z jego i czułam, jakbym miała zaraz upaść. Moja nogi zaczęły się trząść, a oddech stał się urywany.

- Cześć, Alice. - odpowiedział chłodno. Wszystko działo się zbyt szybko. Harry cofnął się, opierając o drzwi i tym samym dając mi pełny widok na ojca.

- Tato-

- Jak udało ci się wplątać w takie coś? - przerwał mi swoim chłodnym głosem, co sprawiło, że przeszedł mnie dreszcz. - Myślałem, że Shane wystarczy, by odciągnąć cię od takich ludzi jak Styles. - wskazał głową w kierunku Harry'ego. - Ale najwyraźniej nie potrafisz trzymać się z daleka od takich dupków.

Widok zaczął się rozmazywać z powodu łez, zbierających się w moich oczach. To był mój ojciec, mężczyzna, który nauczył mnie życia. Był zimny i bez serca. Zupełnie nie przypominał człowieka, którym był, gdy ja byłam młodsza.

Szczęka Harry'ego była zaciśnięta, tak samo jak jego obie pięści, ale pozostał nieruchomy. Wiadomym było, kto tutaj nad sobą panuje.

Była jedna rzecz, którą wyłapałam z tego, co powiedział mój ojciec. - S-Shane...?

- Zadzwonił do mnie wczoraj. - skinął, posyłając mi przeszywające spojrzenie, przez które czułam się niekomfortowo. - Powiedział, że nie odbierasz telefonów i możesz być w niebezpieczeństwie. Pojechał do twojej pracy, ale na miejscu roiło się tylko od funkcjonariuszy policji. I czego dowiedziałem się potem? Że jesteś z Harrym Stylesem... W jego domu. 

- Nie miałam innego wyboru-

- Zawsze jest inny wybór, Alice. - warknął ostrym tonem.

- R-rozładował mi się telefon. - wymamrotałam. - N-nie myślałam o Shane'ie. Byłam zbyt p-przerażona. Przy Harrym czułam się bezpieczna. - mój głos stał się teraz szeptem, a łzy wypływały z moich oczu.

- Moja córka nie będzie w towarzystwie takich gangów. - odpowiedział krótko, a jego cierpliwość była niewyobrażalnie niska. - Nie pozwalam, by coś stało ci się przez to wszystko.

Czułam jakbym zaraz miała odlecieć. Nie mogłam znieść ciągłych zmian. Mój ojciec był zimny i oschły, bez litości mówiąc mi, że nie mogę podejmować sama decyzji, a potem robił to za mnie. Nie miał prawa rządzić już moim życiem. Nigdy go w nim nie było.

- Nie możesz decydować za mnie. - wyszeptałam. - Jestem w tym zbyt głęboko.

Mój ojciec potrząsnął głową, a ciemny chichot opuścił jego usta, zanim jego oczy spotkały moje. - Skończysz martwa, Alice. To twoja ostatnia szansa. Mam pieniądze, by gdzieś cię ukryć. To najlepsza opcja.

Przemyślałam ten pomysł i jedyne co mogłam sobie wyobrazić to ciemny, pusty magazyn, strzeżony przez nieznanych mężczyzn. Nie mogłam pozwolić ojcu, by kontrolował mnie w ten sposób. Nie mogłam pozwolić, by ktokolwiek mnie kontrolował. Jako pierwszy był mój ojciec, potem Seth, a potem nawet Shane obserwował mnie na polecenie ojca i brata. Był łagodny i dawał mi dużo przestrzeni, ale przez całe życie byłam kontrolowana przez mężczyzn.

- Nie. Mam dość słuchania ciebie... i was wszystkich. Powiedz Shane'owi, że mi przykro i Elijah, że go kocham, ale zniknijcie z mojego życia. - zaskoczyłam samą siebie tą pewnością w swoim głosie. - Nigdy cię tutaj nie było. Zawsze miałeś kogoś innego. Polegałeś na Shane'ie i Elijah. Udawali, że mnie kochają, ale wszystko to było, żeby mnie kontrolować. Nie chcę tak żyć.

Sadystyczny uśmiech pojawił się na moich ustach, gdy widziałam jego wyraz twarzy. - W takim razie podjęłaś już decyzję. Ale zaufaj mi w jednym. Jesteś w błędzie jeśli myślisz, że przez zostanie tutaj będziesz o krok bliżej do kontrolowania własnego życia. Bez względu na to gdzie będziesz, nic się nie zmieni.

___

- Chcę wrócić do domu. - Harry podniósł na mnie wzrok znad swojego telefonu, marszcząc brwi, przez moją nagłą przemowę. Żadne słowa nie zostały wypowiedziane, od kiedy mój ojciec wyszedł, dwie godziny temu. Zwinęłam się w kłębek w kącie pokoju Harry'ego, patrząc tępo w przestrzeń przed sobą, podczas gdy Harry siedział na swoim łóżku, cały czas komunikując się z kimś przez smsy.

- To nie jest wyjście. - jego głos był tak samo chłodny, jak mojego ojca wcześniej i zdałam sobie sprawę, że nie było już jego miłej strony. Był taki tylko z powodu mojego koszmaru. Z jakiegoś powodu nie mogłam pojąc, że potrafił byc miły, ale przez wizytę mojego ojca to zniknęło.

- Więc wymyśl inne. - odgryzłam, zaskakując siebie pewnością i intensywnością moich słów. Natychmiast ich pożałowałam, gdy ciemne oczy Harry'ego stały się czarne, a nozdrza rozszerzyły z gniewu.

- Uważaj na swój ton, księżniczko. - niemal warknął.

- Zmuś mnie. - byłam pewna, że nowo odkryta pewność siebie wynikała ze spotkania z moim ojcem. Dziwnie było go znów zobaczyć po tak długim czasie i okropnym było to, że znów chciał mnie kontrolować w ten sam sposób. Nie chciałam pozwolić Harry'emu by był taki sam, ale poczułam, że moja odwaga odlatuje, gdy powoli podniósł się z łóżka.

Nie odezwał się dopóki nie ukląkł przede mną. Jego ciemne oczy wpatrywały się w moje niebieskie.

- Twój tata miał rację. - jego ton był cichy, ale każde słowo wypowiadane z jego ust sprawiało, że dreszcz przerażenia przebiegał przez moje ciało. Wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że Harry w ogóle nie był taki jak Elijah. Elijah nigdy by mnie nie skrzywdził - był moim bratem. Ale Harry mógł.

- Proszę. - zaczęłam błagać. - Chociaż pozwól mi zadzwonić do Shane'a i powiedzieć mu, że nic mi nie jest.

- On o tym wie, księżniczko. - kącik jego ust podniósł się w uśmiechu.

Zdziwiłam się przez słowa Harry'ego. Było w nich coś niepokojącego. Może dlatego, że wychodzą one z jego ust, a to sprawiło, że krew zamarzła w moich żyłach.

- Jak? - mój głos był teraz szeptem. Ciepły oddech Harry'ego na mojej twarzy wszystko komplikował.

Poruszył się dalej, przybliżając wargi do mojego ucha, zanim kontynuował mówienie. - Nie udawaj takiej zdziwionej, księżniczko. Nie wspominałem ci już, że mógłbym cię zabić w ciągu sekundy jeśli bym chciał? Cóż, więc pozwól mi powiedzieć to teraz. Mógłbym się dowiedzieć o tobie wszystkiego w ciągu minuty.

To nie była odpowiedź jakiej się spodziewałam, ale sprawiła, że moje serce bije tysiąc razy mocniej na minutę, a słowa odbijają się echem w mojej głowie. I wiem, że nigdy nie będę w stanie ich zapomnieć. 

I wtedy zdałam sobie sprawę, że mój ojciec, nieważne jak przerażający był, prawdopodobnie mówił prawdę. Nigdy nie będę w stanie sama kontrolować swojego życia. To już zawsze będzie rola, która nie należy do mnie.

***


Jeśli szanujesz moje kilka godzin spędzonych na tłumaczeniu,zostaw komentarz :) x

Przypominam Wam również o zakładnce "Informowani", jeśli chcecie byc na bieżąco powiadamiani o nowych rozdziałach.

3 komentarze:

  1. cudowny rozdział tylko dla mnie za krótki haha:( dziękuje za tłumaczenie tego ff, bo jest naprawdę wspaniałe :) czekam na następny

    OdpowiedzUsuń